Kosmiczny „powerbank” na orbicie. Mantis Space chce zasilać satelity laserami

Wyobraźcie sobie sieć orbitalnych stacji paliwowych, które zamiast benzyny przesyłają czystą energię za pomocą wiązek lasera. Startup Mantis Space właśnie wyszedł z cienia, ogłaszając ambitny plan budowy konstelacji, która wyeliminuje największą słabość współczesnych satelitów: mrok ziemskiego cienia. Dzięki finansowaniu rzędu 10 milionów dolarów, wizja nieprzerwanego zasilania w kosmosie staje się realnym projektem inżynieryjnym.

Koniec ery ciężkich akumulatorów? Rewolucja w cieniu Ziemi

Obecnie niemal każdy satelita operujący na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO) boryka się z tym samym problemem fizycznym. Przez około jedną trzecią czasu swojej misji znajduje się on w cieniu naszej planety, odcięty od życiodajnych promieni słonecznych. Aby przetrwać te „przestoje”, konstruktorzy zmuszeni są montować potężne, ciężkie i kosztowne akumulatory litowo-jonowe oraz przewymiarowane panele słoneczne.

Mantis Space proponuje radykalne odejście od tego schematu. Zamiast zmuszać satelity do magazynowania energii „na zapas”, firma chce dostarczać ją w czasie rzeczywistym bezpośrednio tam, gdzie akurat panuje ciemność. To rozwiązanie mogłoby drastycznie zmniejszyć masę startową przyszłych urządzeń, otwierając drzwi do budowy lżejszych, tańszych i bardziej efektywnych systemów orbitalnych.

Technologia laserowa: 30% wydajniejsza niż samo Słońce

Sercem projektu Mantis Space jest wykorzystanie zaawansowanych laserów klasy wojskowej. Plan zakłada umieszczenie konstelacji „zasilaczy” na wyższej orbicie, gdzie dostęp do słońca jest niemal nieograniczony. Satelity te będą gromadzić energię, a następnie przesyłać ją w dół, celując precyzyjną wiązką w panele fotowoltaiczne klientów operujących w cieniu.

Co najciekawsze firma twierdzi, że energia dostarczana laserem będzie od 20% do 30% bardziej efektywna niż naturalne światło słoneczne. Wynika to z optymalizacji długości fali lasera, która jest idealnie dopasowana do charakterystyki ogniw krzemowych, minimalizując straty energii. Każdy satelita Mantis ma być wyposażony w maksymalnie cztery emitery, co pozwoli na jednoczesne wsparcie wielu jednostek.

Harmonogram i przyszłość orbitalnej infrastruktury

Mantis Space nie zamierza poprzestać na teorii. Dzięki zebranym funduszom (Seed Round), firma planuje wystrzelenie pierwszego prototypu już w 2028 roku. Docelowo sieć ma być na tyle gęsta i sprawna, by zasilać do 40 satelitów jednocześnie. To strategiczne podejście do infrastruktury. Podczas gdy inne startupy skupiają się na wysyłaniu w kosmos coraz większej liczby urządzeń, Mantis buduje system, który sprawi, że te już istniejące będą działać lepiej, dłużej i wydajniej.

Jeśli projekt się powiedzie, możemy być świadkami narodzin nowej gałęzi gospodarki kosmicznej – bezprzewodowego przesyłu energii na skalę przemysłową. To kluczowy element układanki, która w przyszłości może umożliwić budowę stałych baz księżycowych czy zaawansowanych fabryk orbitalnych.

Mantis Space to przykład startupu, który identyfikuje wąskie gardło sektora kosmicznego i proponuje rozwiązanie godne literatury science-fiction. Przejście fazy do aktywnego rozwoju z kapitałem 10 mln dolarów pokazuje, że inwestorzy wierzą w bezprzewodową energię na orbicie. Rok 2028 pokaże, czy lasery rzeczywiście staną się nowym „paliwem” dla globalnej infrastruktury satelitarnej.

You may also like...