Ferrari Luce oficjalnie! Ponad 1000 KM w pierwszym elektryku z Maranello
Maranello oficjalnie wkracza w nową erę, a ortodoksyjni fani marki mogą przeżyć głęboki szok. Włosi zaprezentowali swój pierwszy w historii w pełni elektryczny model – Ferrari Luce. Nazwa, oznaczająca w języku włoskim „światło”, ma wskazywać marce drogę ku przyszłości elektrycznej mobilności, będąc logicznym następstwem dziewięciu dotychczasowych modeli hybrydowych. Luce to jednak coś więcej niż rewolucja napędowa. To pierwsze Ferrari w historii, które oferuje aż pięć miejsc siedzących, łącząc luksusową praktyczność codziennego użytkowania z brutalnymi osiągami torowymi.
Cztery silniki z Maranello i atomowe osiągi. Konstrukcja, która oszukuje fizykę
Sercem Ferrari Luce jest potężny, autorski układ napędowy zaprojektowany i zbudowany w całości w Maranello. Inżynierowie zaadaptowali technologię z ekstremalnego hiperauta F80, montując w Luce aż cztery niezależne silniki elektryczne. Efekt? Monstrualne 1035 KM i 990 Nm momentu obrotowego. Ten elektryczny napęd na cztery koła, zasilany akumulatorem o pojemności 122 kWh z architekturą 800 V, katapultuje ważący 2300 kg luksusowy sedan od 0 do 100 km/h w zaledwie 2,5 sekundy (rozpędzenie się do 200 km/h zajmie 6,8 sekundy). Maksymalna prędkość wynosi natomiast 310 km/h.

Aby okiełznać tak ogromną masę, Ferrari zastosowało zaawansowane systemy sterowania, które monitorują i korygują zachowanie każdego koła niezależnie aż 500 razy na sekundę. W efekcie, podczas dynamicznej jazdy, auto sprawia wrażenie lżejszego o blisko 450 kg, gwarantując legendarne wrażenia z jazdy bez irytującej ingerencji systemów asystujących. Dla kierowców poszukujących spokoju, spokojna jazda przełoży się na bardzo przyzwoity zasięg wynoszący do 529 km na jednym ładowaniu.
Minimalizm Apple na kołach
Wygląd zewnętrzny Ferrari Luce budzi ogromne emocje i wyraźnie odcina się od agresywnych linii znanych z dotychczasowych modeli stajni. Nic w tym dziwnego – za projekt odpowiada kultowe studio projektowe LoveFrom, znane z wielu produktów Apple.
Sylwetka Luce przypomina bardziej minimalistyczny, luksusowy produkt wzornictwa przemysłowego niż tradycyjne auto sportowe. Pas przedni zdominowały smukłe światła do jazdy dziennej umieszczone nad reflektorami głównymi oraz opadająca maska z potężnym splitterem. Taka konstrukcja tworzy tunel aerodynamiczny, kierujący powietrze nad bezszwową kapsułę dachu, co generuje ogromny docisk przy wysokich prędkościach. Zamiast klasycznego grilla zastosowano pionowe żaluzje, które otwierają się automatycznie, by chłodzić podzespoły, lub zamykają w celu zmniejszenia oporu powietrza.
Profil auta wyróżnia się gigantycznymi felgami – 23-calowymi z przodu i 24-calowymi z tyłu. Drzwi otwierają się symetrycznie względem słupka B za pomocą ukrytych klamek, odsłaniając zaskakująco przestronną przestrzeń pasażerską. Tył pojazdu to z kolei piękny ukłon w stronę historii: podwójne, okrągłe lampy nawiązują bezpośrednio do kultowego Ferrari F40 z końca lat 80., a otaczające je potężne wloty wentylacyjne sprawiają, że sekcja ogonowa wygląda, jakby była wtopiona w strukturę nadwozia.
Analogowy bunt w cyfrowych czasach. Wyjątkowe wnętrze, jakiego nie ma nikt
Podczas gdy inni producenci bezmyślnie zalewają kokpity wielkimi, bezdusznymi ekranami dotykowymi, LoveFrom i Ferrari postawiły na absolutny luksus analogowej interakcji. Wnętrze Luce to powrót do genialnych, fizycznych przełączników i pokręteł. Każdy element, od selektorów trybów jazdy na uproszczonej, inspirowanej Formułą 1 trójramiennej kierownicy, po dźwignię procedury startu, wykonano z prawdziwego metalu, szkła oraz najwyższej jakości skóry lub Alcantary. Nawet uruchamianie auta ma w sobie dawkę teatru – fizyczny kluczyk majestatycznie opuszcza się w specjalną szczelinę w konsoli centralnej.

Kokpit skrywa okrągłe zegary, które na pierwszy rzut oka wyglądają na całkowicie analogowe wskaźniki, jednak w rzeczywistości są ultrawyraźnymi wyświetlaczami cyfrowymi, subtelnie zmieniającymi grafikę w zależności od wybranego trybu jazdy. Centralny ekran systemu multimedialnego (w pełni wspierający Apple CarPlay) można obracać w stronę kierowcy lub pasażera. Na jego szczycie wbudowano elegancki zegarek, który płynnie zmienia swoje funkcje między klasycznym czasomierzem a stoperem torowym. Najlepsze jest to, że sterowanie klimatyzacją czy podgrzewaniem foteli zintegrowano z fizycznymi, namacalnymi przełącznikami u dołu ekranu.
Dla wielu pomysł stworzenia praktycznego, 5-miejscowego elektryka z logo czarnego konia na masce może brzmieć jak czysta abstrakcja i motoryzacyjne świętokradztwo. Ferrari Luce to jednak projekt niezwykle przemyślany i dopracowany w najmniejszych detalach, który ma przetrzeć szlaki dla nowej ery supersamochodów. Na pokładzie znalazło się miejsce dla aktywnego zawieszenia, opcjonalnego panoramicznego dachu oraz potężnego, 21-głośnikowego systemu audio o mocy 3000 W.
Oficjalna data rozpoczęcia dostaw nie została jeszcze ujawniona, ale cena startowa na poziomie około 640 000 dolarów (ok. 2,34 mln PLN) jasno wskazuje, że to zabawka dla nielicznych. Każdy może jednak już teraz sprawdzić, jak wygląda jego wymarzona specyfikacja, uruchamiając oficjalny konfigurator Luce na stronie Ferrari.
Technogadżet w liczbach