Iran grozi odcięciem sieci. Czy czeka nas paraliż światowego Internetu?
Cieśnina Ormuz, znana dotychczas jako krytyczne wąskie gardło dla światowego transportu ropy naftowej, staje się nowym punktem zapalnym w cyfrowej zimnej wojnie. Władze w Teheranie rozważają wprowadzenie bezprecedensowych opłat za przesył danych przez podmorskie kable telekomunikacyjne, co może wstrząsnąć globalną infrastrukturą sieciową.
Nowy rodzaj szantażu: Cyfrowa blokada Cieśniny Ormuz
Choć region ten kojarzy się głównie z tankowcami, dno morskie u wybrzeży Iranu skrywa infrastrukturę o strategicznym znaczeniu dla całego świata. Agencje informacyjne powiązane z Gwardią Rewolucyjną, takie jak Tasnim i Fars, coraz głośniej promują ideę „praktycznych kroków” mających na celu czerpanie zysków z tranzytu danych. Według ekspertów, Iran nie traktuje już kabli jedynie jako rur z informacjami, ale jako narzędzie nacisku politycznego na USA i ich sojuszników.
Teheran sugeruje wprowadzenie systemu obowiązkowych, corocznych opłat licencyjnych dla operatorów infrastruktury. Taki ruch byłby precedensem na skalę światową, de facto wprowadzającym „myto” za korzystanie z międzynarodowych wód terytorialnych w celach cyfrowych.
Uderzenie w Big Tech: Google i Meta na celowniku
Plan Iranu wykracza poza proste zbieranie opłat od operatorów telekomunikacyjnych. Strategia zakłada zmuszenie gigantów technologicznych, takich jak Alphabet (Google), Meta, Microsoft czy Amazon, do przestrzegania irańskiego prawa pod groźbą utraty ciągłości przesyłu danych.
Dodatkowo, Teheran rozważa przyznanie irańskim firmom wyłącznych praw do konserwacji i naprawy kabli w tym regionie. W praktyce oznaczałoby to, że każda awaria – przypadkowa lub celowa – dawałaby Iranowi pełną kontrolę nad czasem i sposobem przywrócenia łączności. Stanowiłoby to bezpośrednie zagrożenie dla stabilności globalnego Internetu.

Warto zaznaczyć, że podmorskie kable znajdujące się w Cieśninie Ormuz oraz na Morzu Czerwonym, odpowiadają za 17% globalnego ruchu. Służą m.in. do przesyłania danych dla centrów AI zlokalizowanych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Gdyby Iran spełnił swoją groźbę, mogłoby to spowodować wielomiesięczne przerwy w ich działaniu i straty liczone w setkach milionów dolarów.
Czy infrastruktura jest bezpieczna? Ryzyko sabotażu
Najbardziej niepokojącym aspektem nowej narracji jest analiza własnej odporności Iranu na ewentualne odcięcie sieci. Państwowe media argumentują, że Iran jest znacznie mniej zależny od podmorskich łączy niż sąsiednie kraje, takie jak ZEA, Katar czy Arabia Saudyjska.
Prezentowanie map przebiegu kabli w mediach rządowych jest odbierane przez analityków jako zawoalowana groźba sabotażu. Jeśli Iran uzna, że straty przeciwników będą większe niż jego własne, kable w Cieśninie Ormuz mogą stać się celem fizycznych ataków. A to z kolei sparaliżowałoby komunikację między Europą a Azją.
Geopolityka schodzi pod wodę
Działania Iranu pokazują, że podmorskie kable światłowodowe stają się równie istotne, co rurociągi z surowcami energetycznymi. Próba narzucenia opłat za „cyfrowy tranzyt” to nie tylko kwestia finansowa. To przede wszystkim próba przejęcia kontroli nad globalnym obiegiem informacji. Dla świata technologii oznacza to konieczność szukania alternatywnych dróg przesyłu, które ominą niestabilne politycznie regiony.
Dodam jeszcze, że nie są to pierwsze problemy dla globalnej łączności, spowodowane przez wojnę pomiędzy Iranem oraz USA. Kilka miesięcy temu Bloomberg informował, że działania wojenne zakłóciły harmonogram projektu 2Africa Pearls, realizowanego przez spółkę Meta. Zakłada on przedłużenie podmorskich światłowodów 2Africa przez takie kraje jak Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Arabię Saudyjską, Bahrajn, Kuwejt, Irak, Pakistan i Indie. Łączna długość kabli miała wynieść 45 tys. km i zapewniałyby tani dostęp do sieci dla około 3 mld ludzi. Jego uruchomienie planowano na ten rok.
Technogadżet w liczbach