Niebezpieczny incydent na orbicie. Rosja poluje na satelitę dostarczającego dane dla Ukrainy

Sytuacja na orbicie okołoziemskiej staje się niebezpiecznie napięta, a komercyjne systemy satelitarne znalazły się na celowniku Kremla. Cztery rosyjskie aparaty wojskowe przeprowadziły skomplikowane i niezwykle kosztowne energetycznie manewry, by zbliżyć się do amerykańsko-fińskiego satelity ICEYE-36, który dostarcza kluczowe dane wywiadowcze dla armii ukraińskiej. Amerykańskie Siły Kosmiczne (US Space Force) monitorują ten bezprecedensowy incydent, jednak z powodów prawnych i geopolitycznych mają obecnie związane ręce.

Niebezpieczny taniec na orbicie, czyli operacje RPO w praktyce

Z ogólnodostępnych danych służących do śledzenia obiektów orbitalnych wynika, że cztery rosyjskie satelity zużyły ogromne zapasy paliwa, aby wejść na tę samą płaszczyznę orbitalną, na której znajduje się ICEYE-36. Jak informuje amerykańska firma analityczno-obronna Integrity ISR, ten rzadko spotykany manewr stanowi pierwszy, kluczowy krok do przeprowadzenia tzw. Rendezvous Proximity Operations (RPO). Jest to procedura, w której jeden lub kilka statków kosmicznych celowo modyfikuje swoją trajektorię lotu, aby zbliżyć się na minimalną odległość do innego obiektu.

Eksperci podkreślają, że tak drastyczne zużycie paliwa nie jest standardową procedurą w przypadku satelitów obserwacyjnych, telekomunikacyjnych czy wywiadu sygnałowego. Co gorsza, z najnowszych raportów wynika, że piąty rosyjski satelita właśnie rozpoczął analogiczny, energochłonny manewr, próbując dołączyć do formacji osaczającej jednostkę ICEYE. Satelity te operują w technologii radarowej (SAR). Pozwala im to na podglądanie ruchów wojsk rosyjskich przez całą dobę, bez względu na zachmurzenie czy porę dnia. To właśnie te „oczy” stanowią fundament przewagi informacyjnej Ukrainy.

„Infrastruktura quasi-cywilna to legalny cel”. Realne zagrożenie czy kosmiczny blef?

Choć oficjalne intencje Federacji Rosyjskiej pozostają niejasne, przedstawiciele administracji USA cytowani przez serwis Ars Technica nie kryją obaw. Część z tych rosyjskich aparatów jest bezpośrednio powiązana z tajnym programem rozwoju broni antysatelitarnej (ASAT). Przypomina to groźby, jakie padły z ust , wiceszefa departamentu ds. kontroli zbrojeń rosyjskiego MSZ. Ostrzegał on na forum międzynarodowym, że wykorzystywanie komercyjnej infrastruktury kosmicznej do celów militarnych przez państwa Zachodu sprawia, iż staje się ona „legalnym celem dla uderzenia odwetowego”.

Z drugiej strony, rosyjska armia od dekad słynie z tzw. „potrząsania szabelką” i testowania granic odporności przeciwnika. Praktyka ta, zapoczątkowana jeszcze w czasach zimnej wojny przez bombowce strategiczne Tu-95 prowokujące obronę przeciwlotniczą NATO, przeniosła się teraz w przestrzeń kosmiczną. W przeszłości Rosjanie umieszczali już swoje satelity szpiegowskie na orbitach współpłaszczyznowych z amerykańskimi satelitami optycznymi Key Hole (NRO), doprowadzając do niebezpiecznych zbliżeń z europejskimi aparatami telekomunikacyjnymi.

Bezradność US Space Force i pułapki Traktatu o Przestrzeni Kosmicznej

Niepokój Pentagonu potęguje fakt, że Rosja wystrzeliła niedawno nowego satelitę na orbitę geostacjonarną, który według podejrzeń jest elementem ofensywnego systemu antysatelitarnego. W odpowiedzi na te agresywne ruchy, amerykańskie Siły Kosmiczne (US Space Force) mogły jedynie dokonać zdalnej inspekcji wizualnej podejrzanych obiektów. Na ten moment jest to jedyne bezpieczne działanie, jakie Waszyngton może podjąć bez ryzyka wywołania otwartego konfliktu zbrojnego na orbicie.

Główną przeszkodą w podjęciu radykalnych kroków obronnych jest międzynarodowe prawo. Zgodnie z zapisami Traktatu o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku, kosmos pozostaje strefą wolną dla eksploracji i użytkowania przez wszystkie państwa. Oznacza to, że zbliżenie się rosyjskiego satelity do amerykańskiego czy fińskiego obiektu jest w pełni legalne, dopóki nie dojdzie do fizycznego ataku lub tzw. „szkodliwej interwencji”. USA i jego sojusznicy mogą więc jedynie bezczynnie obserwować ten kosmiczny impas, czekając na kolejny ruch Moskwy.

Inwigilacja satelity ICEYE-36 przez rosyjskie jednostki bojowe to wyraźny sygnał, że nowoczesna wojna bezpowrotnie przeniosła się na orbitę okołoziemską. Prywatne firmy technologiczne dostarczające dane wywiadowcze stały się pełnoprawnymi uczestnikami konfliktów geopolitycznych, a międzynarodowe prawo kosmiczne z lat 60. przestaje nadążać za realiami współczesnej technologii wojskowej. Choć na razie mamy do czynienia z demonstracją siły, granica między prowokacją a kosmiczną agresją staje się cieńsza niż kiedykolwiek.

You may also like...