Zmiany w Dysku i Gmailu. Google po cichu obcina darmową przestrzeń
Niewielu technologicznych gigantów potrafi wywołać tak duże poruszenie pojedynczą zmianą w regulaminie, jak twórcy najpopularniejszej poczty e-mail na świecie. Google po cichu testuje kontrowersyjną strategię, w ramach której drastycznie obcina darmową przestrzeń dyskową dla nowych kont. Chyba że użytkownik zdecyduje się na głębsze podzielenie się swoją prywatnością. To rzekome dbanie o bezpieczeństwo może okazać się bolesnym ciosem dla osób ceniących sobie anonimowość w sieci.
Koniec ery hojnych 15 GB na start?
Od lat niepisany standard darmowego konta Google wynosił 15 GB. Ta bezpłatna przestrzeń chmurowa, współdzielona sprawiedliwie między pocztę Gmail, Dysk Google oraz Zdjęcia Google, dla wielu była w zupełności wystarczająca do codziennego funkcjonowania. Choć regularne tworzenie kopii zapasowych zdjęć potrafiło szybko zapchać ten limit, blokując tym samym możliwość odbierania nowych wiadomości e-mail, gigant z Mountain View nie decydował się na drastyczne ruchy. Aż do teraz.
Jak wynika z najnowszych doniesień serwisu Android Authority, niektórzy użytkownicy podczas zakładania nowego konta przeżyli niemały szok. Zamiast obiecanych kilkunastu gigabajtów, na powitanie otrzymali zaledwie 5 GB wolnej przestrzeni. Aby odblokować brakujące 10 GB, system postawił twardy warunek: konieczność podania i zweryfikowania aktualnego numeru telefonu.
Oficjalne stanowisko Google: Bezpieczeństwo przede wszystkim
Co ciekawe, ta fundamentalna modyfikacja w polityce przyznawania przestrzeni dyskowej została wprowadzona bez jakichkolwiek wcześniejszych zapowiedzi, oficjalnych komunikatów czy chociażby aktualizacji na stronach pomocy technicznej. Dopiero gdy zdezorientowani internauci zaczęli nagłaśniać sprawę w sieci, Google zdecydowało się na wydanie oficjalnego oświadczenia.
Przedstawiciele firmy tłumaczą, że to kontrolowany eksperyment prowadzony w wybranych regionach świata. Nowa polityka ma rzekomo na celu utrzymanie wysokiej jakości świadczonych usług oraz – co podkreślono najmocniej – zachęcenie internautów do poprawy bezpieczeństwa swoich kont poprzez łatwiejsze procedury odzyskiwania danych. Pozycjonowanie tego kroku jako troski o użytkownika budzi jednak spore kontrowersje w środowisku IT.
Ukryty plan giganta i co to oznacza dla obecnych użytkowników
Wielu ekspertów ds. prywatności patrzy na ten eksperyment z dużym sceptcyzmem. W praktyce Google zyskało bowiem genialne narzędzie nacisku. Oferuje nowym osobom znacznie mniej miejsca, dopóki te nie przekażą cennych danych osobowych, które pozwalają na jeszcze dokładniejsze powiązanie cyfrowej tożsamości z realnym użytkownikiem.

Najważniejsze pytanie brzmi: czy starsi stażem użytkownicy również powinni zacząć się bać? Na ten moment zmiana dotyka wyłącznie nowo zakładanych skrzynek e-mail. Osoby posiadające już konta bez przypisanego numeru telefonu nadal widzą w swoich panelach standardowe 15 GB. Eksperyment pokazuje jednak, że Google ma już gotowy mechanizm, który w przyszłości może zostać rozszerzony na całą globalną społeczność, pod pretekstem globalnego uszczelniania systemów bezpieczeństwa. Wszystko zależy od tego, jak na obecne testy zareaguje rynek.
Ruch Google to wyraźny sygnał, że darmowe usługi w chmurze stają się towarem coraz bardziej luksusowym, za który płacimy już nie tylko uwagą, ale też unikalnymi identyfikatorami, takimi jak numer telefonu. Ograniczenie przestrzeni do zaledwie 5 GB drastycznie skróci czas, po którym użytkownik będzie musiał wykupić płatną subskrypcję Google One. Jeśli testy zakończą się sukcesem korporacji, możemy być świadkami nowego, znacznie bardziej restrykcyjnego podejścia do darmowych kont w całym internecie.
Technogadżet w liczbach