Harley-Davidson stworzył coś niesamowitego. Ten mały jednoślad przywraca radość z jazdy!
Współczesny rynek jednośladów przypomina niekończący się wyścig zbrojeń na konie mechaniczne, gigantyczny moment obrotowy i absurdalną wagę, w którym gdzieś zagubiono pierwotną radość z jazdy. Marka LiveWire, należąca do legendarnego Harley-Davidsona, postanowiła zresetować to podejście i zaprezentowała produkcyjne wersje modeli z serii LiveWire S4 Honcho. Te urocze, bezprzewodowe mini-motocykle nie próbują nikomu niczego udowadniać na torze – powstały z myślą o jednym celu: mają dostarczać maksymalną ilość czystej, nieskrępowanej zabawy w mieście i lekkim terenie.
Filozofia buntu przeciwko cyferkom, czyli powrót do korzeni jednośladów
Kiedy dokładnie rok temu Harley-Davidson pokazał światu dwa prototypy podczas festiwalu Homecoming, mało kto wierzył, że trafią one do seryjnej produkcji w niemal niezmienionej formie. Dzisiaj platforma S4 Honcho staje się faktem. Te elektryczne odpowiedniki maszyn klasy 125 cm³ udowadniają, że motocykl nie musi być piekielnie szybki ani naszpikowany kosmiczną technologią, aby wywołać szeroki uśmiech na twarzy kierowcy.

Konstrukcja obu bliźniaczych modeli – Trail oraz Street – to świadomy manifest minimalizmu. Projektanci zrezygnowali z montowania atrap zbiorników paliwa, które w innych elektrykach rozpaczliwie próbują udawać maszyny spalinowe. Nie znajdziemy tu również potężnych owiewek rodem z Rajdu Dakar. Zamiast tego otrzymujemy kompaktową, lekką ramę, wysoko zawieszoną kierownicę w stylu motocrossowym oraz małe, 12-calowe odlewane felgi. Wizualnie maszyny przypominają uwielbiane przez młodzież tzw. pit bike’i, które jakimś cudem uzyskały homologację i uciekły na drogi publiczne.

Dwa wyjmowane akumulatory. Naładujesz je nawet w kawiarni
Sercem układu napędowego są dwie niezależne, wymienne baterie o łącznej pojemności 3,5 kWh. Zamontowano je w centralnym punkcie pojazdu, co gwarantuje świetne wyważenie i łatwość manewrowania. Taki zestaw pozwala na przejechanie około 85 kilometrów przy zróżnicowanej, dynamicznej jeździe. Jeśli jednak zdecydujemy się na spokojną, miejską eksplorację z prędkościami poniżej 32 km/h, zasięg wzrośnie do bardzo przyzwoitych 117 kilometrów.

Największym plusem systemu zasilania jest mobilność akumulatorów. Można je bez problemu odpiąć i zabrać ze sobą do mieszkania, biura czy kawiarni, aby podpiąć je do standardowego gniazdka. Uzupełnienie energii od 20% do 80% zajmuje około dwóch godzin, co czyni z modeli Honcho idealne pojazdy na codzienne dojazdy do pracy czy weekendowe wypady za miasto.
Osiągi stworzone do miejskiej dżungli i walki z nudą
Choć LiveWire nie ujawniło jeszcze dokładnych danych technicznych samego silnika, pierwsze parametry jezdne wyglądają obiecująco. LiveWire S4 Honcho rozpędza się maksymalnie do 95 km/h, a sprint od zera do blisko 50 km/h zajmuje zaledwie około 3 sekund. W warunkach miejskich, gdzie liczy się natychmiastowy start spod świateł, taka dynamika pozwoli bez problemu zostawić większość samochodów w tyle.

Czym różnią się wersje Trail oraz Street?
Oba modele dzielą tę samą bazę technologiczną, w tym niezwykle przydatny w miejskich ciasnych zaułkach bieg wsteczny. Diabeł tkwi jednak w szczegółach konstrukcyjnych dopasowanych do konkretnego przeznaczenia:
- LiveWire S4 Honcho Trail: Wersja stworzona z myślą o zjechaniu z asfaltu. Charakteryzuje się niższą kanapą na poziomie 740 mm oraz wagą wynoszącą zaledwie 116 kg. Co ciekawe, jest to model tańszy, wyceniony na 4 999 dolarów (ok. 18 750 zł), i oferowany z roczną gwarancją bez limitu kilometrów.
- LiveWire S4 Honcho Street: Odmiana typowo miejska, w której siedzisko umieszczono nieco wyżej, na pułapie 760 mm. Maszyna waży 120 kg, a jej cena katalogowa to 5 499 dolarów (ok. 20 650 zł). Wyższy wydatek producent rekompensuje dłuższą, dwuletnią gwarancją (również bez limitu przebiegu).
Internetowi sceptycy z pewnością zaczną narzekać na zasięg i porównywać te maluchy do potężnych krążowników szos z silnikami spalinowymi. Jednak LiveWire doskonale wie, co robi. Modele S4 Honcho wchodzą w bardzo gorący i wrażliwy na ceny segment mini-moto. Będą rywalizować nie tylko z kultową, benzynową Hondą Grom, ale przede wszystkim z niezwykle popularnymi elektrycznymi jednośladami terenowymi marek Sur-Ron czy Talaria.
Podczas gdy tradycyjne motocykle przygodowe spuchły do monstrualnych rozmiarów i wagi przekraczającej ćwierć tony, a motocykle elektryczne stały się pokazem surowych niutonometrów, LiveWire S4 Honcho idzie pod prąd. To prawdopodobnie najbardziej szczery i bezpretensjonalny debiut motocyklowy tego roku. Te maszyny nie potrzebują autostrad ani wielogodzinnych podróży, by udowodnić swoją wartość. Przywracają jednośladom to, co najważniejsze – dziecięcą radość z każdego pokonanego metra.
Technogadżet w liczbach