Awaryjne lądowanie przez Bluetooth. Służby bezpieczeństwa przeszukały cały samolot

Współczesna technologia ułatwia nam podróżowanie, ale w rękach nieodpowiedzialnych osób może stać się powodem gigantycznego chaosu. Przekonali się o tym pasażerowie wakacyjnego rejsu linii United Airlines z USA do Hiszpanii, którego kapitan podjął dramatyczną decyzję o natychmiastowym powrocie na lotnisko startowe. Powodem postawienia na nogi wszystkich służb antyterrorystycznych nie był jednak podejrzany pakunek, a zaledwie jedna, wyjątkowo bezmyślna nazwa urządzenia Bluetooth wyświetlająca się na smartfonach pasażerów.

Wakacyjny rejs przerwany nad oceanem

Samolot linii United Airlines (lot UA236), obsługiwany przez potężnego Boeinga 767-400, wystartował zgodnie z planem z międzynarodowego lotniska Newark Liberty niedaleko Nowego Jorku. Na pokładzie znajdowało się kilkuset pasażerów zmierzających na zasłużony urlop w Palmie de Mallorca. Niestety, około godziny po starcie, gdy maszyna znajdowała się już nad wodami u wybrzeży Nowej Anglii, piloci wykonali gwałtowny zwrot o 180 stopni. Dane z portalu FlightRadar24 potwierdziły, że po blisko dwugodzinnym locie w powietrzu, maszyna wylądowała z powrotem w miejscu startu z powodu procedury alarmowej.

Gorączkowe odliczanie na pokładzie i interwencja załogi

Gdy samolot wciąż znajdował się w powietrzu, w mediach społecznościowych, a w szczególności na platformie Reddit, zaczęły pojawiać się mrożące krew w żyłach relacje pasażerów korzystających z pokładowego Wi-Fi. Z ich wpisów wynikało, że stewardessy i piloci wielokrotnie, w bardzo stanowczym tonie, błagali pasażerów o zachowanie zdrowego rozsądku i natychmiastowe wyłączenie wszystkich modułów Bluetooth w telefonach. Załoga dała pasażerom symboliczną minutę na reakcję, jednak po upływie tego czasu na liście aktywnego sprzętu wciąż widniały dwa urządzenia.

Niedługo później do sieci trafiło nagranie rozmowy koordynatora naziemnego z pilotem innej maszyny, które wyjaśniło całe zajście. Jeden z pasażerów posiadał przenośny głośnik Bluetooth, który nazwał powszechnie zakazanym na lotniskach, angielskim słowem składającym się z czterech liter – „Bomb”. Wykrycie aktywnej transmisji o takiej nazwie w zamkniętej przestrzeni powietrznej automatycznie uruchomiło rygorystyczne procedury antyterrorystyczne.

Ewakuacja, przeszukanie i internetowy wiral

Po bezpiecznym wylądowaniu w Newark, maszynę skierowano na odizolowane stanowisko postojowe, gdzie natychmiast otoczyły ja uzbrojone służby bezpieczeństwa. Kapitan zarządził pełną ewakuację pasażerów, którzy musieli opuścić pokład po schodach podstawionych bezpośrednio na płycie lotniska, skąd przewieziono ich z powrotem do terminalu. Służby poddały rygorystycznej kontroli osobistej każdego podróżnego oraz drobiazgowo przeszukały cały pokład wraz z lukami bagażowymi.

W międzyczasie incydent stał się ogólnoświatowym fenomenem w sieci. Wątek na Reddicie założył jeden z pasażerów bezpośrednio z pokładu, co błyskawicznie wyniosło temat na stronę główną serwisu, generując tysiące komentarzy i przyciągając uwagę globalnych mediów technologicznych. Ostatecznie, po upewnieniu się, że zagrożenie było jedynie przejawem skrajnej głupoty jednego z urlopowiczów, maszyna wystartowała ponownie z czterogodzinnym opóźnieniem.

Ten bezprecedensowy przypadek pokazuje, jak wielką odpowiedzialność niesie za sobą personalizacja naszych osobistych gadżetów. Choć zmiana nazwy sieciowej głośnika czy smartfona na zabawną wydaje się niewinnym żartem w domowym zaciszu, to w przestrzeni publicznej – a zwłaszcza w lotnictwie – może zostać uznana za realne zagrożenie bezpieczeństwa. Dla autora tego „żartu” wakacje z pewnością skończyły się potężnymi problemami prawnymi i finansowymi.

You may also like...