Śmiertelnie niebezpieczne podróbki ładowarek wciąż w sprzedaży. Znane sklepy bezradne

Kupujesz tanie ładowarki do telefonu w sieci, myśląc, że robisz świetny interes? Najnowsze śledztwo brytyjskiej organizacji konsumenckiej Which? ujawnia przerażającą prawdę o rynku e-commerce. Aż 15 losowo zakupionych ładowarek z najpopularniejszych platform sprzedażowych stwarza bezpośrednie ryzyko porażenia prądem, pożaru, a nawet eksplozji. Mimo upływu lat giganci tacy jak Amazon czy eBay wciąż nie potrafią poradzić sobie z zalewem potencjalnie śmiertelnych podróbek.

Śledztwo, które obnaża bezradność gigantów e-commerce

Siedem lat – dokładnie tyle czasu minęło, odkąd szanowana organizacja konsumencka Which? po raz pierwszy głośno nagłośniła problem podrabianych i niebezpiecznych akcesoriów ładowania w sklepach internetowych. Najnowsze dochodzenie pokazuje jednak, że na cyfrowych bazarach czas stanął w miejscu, a procedury weryfikacji sprzedawców wciąż kuleją. Eksperci postanowili sprawdzić, co trafia do koszyków nieświadomych konsumentów.

W ramach testów zakupiono 15 modeli ładowarek USB z siedmiu wiodących platform zakupowych. Na liście wstydu znalazły się nie tylko AliExpress, B&Q Marketplace czy Debenhams Marketplace, ale przede wszystkim zachodnie filary handlu sieciowego: eBay oraz Amazon (wliczając w to jego nową, budżetową sekcję Amazon Haul). Wyniki analiz laboratoryjnych okazały się druzgocące. Konstrukcja większości z tych urządzeń była tak fatalna, że ich codzienne użytkowanie przypominało rosyjską ruletkę. Ponad połowa przetestowanych modeli stwarzała realne zagrożenie wywołania pożaru domu lub eksplozji baterii w ładowanym telefonie.

Plastelina zamiast elektroniki. Jak oszukują producenci podróbek?

Jednym z najbardziej zatrważających odkryć podczas eksperymentu był przypadek podrobionej ładowarki Apple USB-C o mocy 35W. Aby zmylić czujność kupujących, oszuści idealnie skopiowali branding korporacji z Cupertino, umieszczając na pudełku charakterystyczne logo z nadgryzionym jabłkiem. Wizualna kopia była niemal doskonała, jednak wnętrze skrywało technologiczną i moralną zapaść.

Tuż po podłączeniu do sieci i zaledwie 10 sekundach pracy zasilacz zaczął wydawać niepokojące odgłosy iskrzenia. Testy laboratoryjne potwierdziły zjawisko tzw. łuku elektrycznego – sytuacji, w której prąd dosłownie „skacze” pomiędzy elementami obwodu. To prosta droga do stopienia obudowy, wybuchu i porażenia użytkownika prądem o wysokim napięciu. Najbardziej kuriozalny okazał się jednak fakt, że aby zreplikować wagę oryginalnego, zaawansowanego zasilacza Apple, przestępcy upchnęli wewnątrz obudowy… zwykłą modelarską plastelinę. Miała ona nadać urządzeniu masywności i sprawić, by konsument miał poczucie obcowania z solidnym, markowym produktem premium.

Brak dokumentacji to również złamanie prawa

Warto podkreślić, że zagrożenie fizyczne to tylko jedna strona medalu. Część zbadanych ładowarek nie posiadała rażących wad konstrukcyjnych, jednak całkowicie pominięto w ich przypadku wymagane prawem oznaczenia bezpieczeństwa, instrukcje czy dokumentację techniczną. Zgodnie z brytyjskimi przepisami, towary pozbawione takich certyfikatów są sprzedawane nielegalnie i w ogóle nie powinny zostać dopuszczone do obrotu na terenie kraju.

Walka o nowe prawo. Kto odpowiada za bezpieczeństwo w sieci?

Organizacja Which? nie zamierza poprzestawać na samych ostrzeżeniach i jednoczy siły z koalicją firm oraz stowarzyszeń dbających o bezpieczeństwo konsumentów. Aktywiści domagają się natychmiastowego zaostrzenia przepisów i nałożenia na platformy marketplace pełnej, solidarnej odpowiedzialności prawnej za produkty, które decydują się wyświetlać na swoich stronach. Obecnie giganci technologiczni często umywają ręce, tłumacząc, że są jedynie pośrednikami między niezależnymi sprzedawcami a klientem.

Naciski kierowane są również w stronę brytyjskiego rządu. Choć w lipcu zeszłego roku przyjęto przełomową ustawę o regulacji produktów i metrologii (Product Regulation and Metrology Act), która daje urzędnikom narzędzia do dyscyplinowania e-sklepów, wdrażanie odpowiednich przepisów wykonawczych drastycznie się opóźnia. Branża technologiczna apeluje o natychmiastowe ukrócenie tej biurokratycznej inercji, zanim dojdzie do tragedii.

Tanie ładowarki to nie zawsze oszczędność

Niezależnie od tego, czy zakupy robimy w Wielkiej Brytanii, Polsce, czy jakimkolwiek innym zakątku świata, to ostrzeżenie powinno być dla nas czerwoną flagą. Rynek zalała fala taniej, niesprawdzonej elektroniki z Azji, która udaje markowe akcesoria. Kupując ładowarki, nie warto kierować się wyłącznie niską ceną – oszczędność kilkudziesięciu złotych na zamienniku może skutkować zniszczeniem drogiego smartfona, porażeniem prądem lub utratą dachu nad głową. Wybierajmy wyłącznie zweryfikowane, oficjalne sklepy oraz certyfikowanych producentów.

You may also like...